• Polski

Chcąc uniknąć niezręcznych sytuacji, szczególnie latem długo stoimy przed półkami z dezodorantami i antyperspirantami. Zastanawiamy się czym się różnią i który powinniśmy wybrać. Niektórzy z nas decydują się nie wybierać żadnego – ktoś słyszał o Alzheimerze, kto inny o raku piersi powodowanym przez te kosmetyki. Czy słusznie?

Jedną z najważniejszych funkcji największego organu naszego ciała, skóry, jest  termoregulacja. Brzmi dumnie. Niestety bywa, że pachnie nieco gorzej – to zwyczajne pocenie. Choć świeży pot zdrowej, dobrze odżywiającej się osoby nie powinien mieć nieprzyjemnej woni, już po chwili rozkładają go specyficzne bakterie (i nie ma w tym nic dziwnego!) powodując dyskomfort. Problem jest szczególnie dokuczliwy pod pachami, gdzie przez ciepło i mniejszą dostępność tlenu życie drobnoustrojów jest znacznie prostsze.

Trochę teorii

Dezodorant różni się od antyperspirantu tym, że nie zawiera składników hamujących pocenie. Znajdziemy w nim głównie substancje odkażające, których celem jest pozbycie się bakterii powodujących nieprzyjemny zapach potu. Najczęściej są to: alkohol etylowy, triklosan (według niektórych źródeł już zabroniony, jednak znalazłam nawet taki w składzie swoich kosmetyków) lub heksachlorofen. Dezodoranty zawierają też związki tuszujące lub pochłaniające zapachy oraz substancje łagodzące i pielęgnujące.

Substancje hamujące pocenie w antyperspirantach to zwykle sole glinu. Najczęściej znajdujemy chlorowodorek, rzadziej jego kompleksy, czy ałuny. Poza ograniczaniem rozwoju bakterii, tworzą one swoiste korki przy ujściu przewodów wyprowadzających pot, fizycznie blokując jego wydzielanie. Blokady te usuwane są z czasem, dopiero z łuszczącą się skórą, dlatego często mówi się o braku konieczności codziennego stosowania antyperspirantów. Dodatkowo w antyperspirantach znajduje się pochłaniający pot talk, środki zapachowe i wypełniacze. W obu rodzajach kosmetyków znajdujemy też konserwanty, w tym parabeny.

Skąd obawy

Zarówno w dezodorantach, jak i w antyperspirantach znajdujemy zatem składniki, które mogłyby wzbudzać nasze obawy. Pomijając uczulające, syntetyczne zapachy i wysuszający skórę alkohol etylowy boimy się triklosanu, chlorowodorku glinu oraz parabenów. Przyjrzyjmy się im nieco bliżej.  

Triklosan (Triclosan). Polecam unikać. Antybiotyk ten, dopuszczony do stosowania w kosmetykach w stężeniu do 0,3% jest pochodną fenolu. Jako taki szczególnie dobrze wnika do wnętrza komórek lub ich części, nie pozostając wyłącznie na powierzchni skóry. W 2005 roku w szeroko zakrojonych badaniach WWF wykryła go we krwi i tkance tłuszczowej badanych osób, w mleku karmiących matek.  Choć jego toksyczność doustnie lub przez skórę jest znikoma, w pewnych warunkach może on przekształcić się w chloroform, a to już gorzej (ten jest drażniący, szkodliwy, w dużym stężeniu lub przy długotrwałym, częstym kontakcie jest poważnym zagrożeniem dla zdrowia, a nawet życia człowieka). Co więcej, naukowcy odkryli też, że triklosan upośledza kurczenie się mięśni – ryby, którym go podawano poruszały się wolniej, a myszy były słabsze. Wiąże się go też z niepłodnością.

Chlorowodorek glinu (Aluminium Chlorohydrate). Najczęściej stosowany w antyperspirantach związek glinu może mieć działanie drażniące. Nie wiadomo jednak, czy to rzeczywiście sól glinu, czy niskie pH kosmetyku (zapobiega rozwojowi bakterii) powoduje podrażnienia. Może również uczulać. To jego też oskarża się o związek z rakiem piersi (tutaj winne miały być tez parabeny) oraz z alzheimerem.

Dlaczego? Teoria na raka piersi była prosta – związki glinu zatykające ujścia gruczołów potowych miały hamować wydalanie toksyn z organizmu pod pachami, czyli tuż przy piersiach. Przez działanie podobne do estrogenu miały też, tak jak owy hormon, przyczyniać się do szybszego rozwoju nowotworu. Komitet Naukowy ds. Produktów Konsumenckich przy Komisji Europejskiej stwierdził jednak, że istniejące dane epidemiologiczne wykluczają związek raka piersi ze stosowaniem kosmetyków pod pachami. 

Jeśli chodzi o chorobę Alzheimera, dowodem na jej związek z glinem miało być podwyższone stężenie tego pierwiastka w tkance nerwowej mózgu chorych osób (złogi amyloidowe). Również to nie zostało nigdy potwierdzone, a liczne raporty wskazują (również przygotowane przez brytyjskie Alzheimer Society), że albo podwyższone stężenie glinu w mózgu nie jest przyczyną choroby Alzheimera, albo jest jej efektem wtórnym. Niezależnie od tego, glin w znacznie większych ilościach przedostaje się do naszych organizmów drogą pokarmową, aniżeli przez skórę.

Parabeny. Bardzo skuteczne i świetnie przebadane. Mimo to kontrowersyjne. Przede wszystkim dlatego, że mogą zaburzać gospodarkę hormonalną oraz w jednym z wy target="" rel=""yny ustrojowe nie krążą od pachy w kierunku piersi, więc ich transport w okolice sutka jest niemożliwy. Zresztą, akurat antyperspiranty są rzadko konserwowane parabenami.

Zastępniki

Komuś trzeba ufać. Jeżeli Unia Europejska, którą martwi nawet krzywizna spożywanych przez mnie ogórków uważa, że antyperspiranty są porządku – niech będzie. Zostaję przy ich używaniu, jedynie następnym razem zwrócę uwagę na obecność triklosanu w składzie.

Jeżeli jednak ciągle macie obawy, jesteście uczuleni na glin lub nie lubicie wysuszonej alkoholem skóry, zamiast dokonywać trudnego wyboru między zdrowiem a przyjaciółmi warto zainteresować się ekologicznymi dezodorantami i antyperspirantami. Zwykle jako takie występują ałuny, jednak niewielu z nas wie, że to także związki oparte na glinie (ałun glinowo-potasowy!), tylko że w składzie INCI znajduje się eleganckie alun. Bardziej interesujące są wyciągi roślinne działające odświeżająco, łagodząco, ale i ściągająco. Internet aż huczy od domowych sposobów na pot – olejek herbaciany, lawendowy, czy wyciśnięty sok z cytryny (na waciku, lub smarowanie plasterkiem), a także mikstury z sodą oczyszczoną i mąką ziemniaczaną. Może warto dać im szansę? A może ktoś z was już próbował?


*w artykule celowo nie poruszono tematu „blokowania termoregulacji” przez antyperspiranty. Przy założeniu, że nie nacieramy nimi całego ciała (a jedynie niewielki procent skóry – pod pachami) oraz zmywamy wieczorami (nie nakładając warstwy na warstwę) zdaje się to być niemożliwe.


Samanta Makurat

Studentka chemii na Uniwersytecie Gdańskim, zafascynowana możliwościami modelowania molekularnego. Entuzjastka natury.

artykuły

comments powered by Disqus